Hajduckie Betlejem


Idź do treści

Legenda

Legenda o Czwartym Mędrcu


Wszyscy z pewnością znają opowieść o Trzech Królach, którzy zobaczywszy gwiazdę podążali za nią do Betlejem, aby złożyć dary u stóp Dzieciątka Jezus. Legenda głosi, że był jeszcze jeden, Czwarty Mędrzec, który też poszedł śladami owej cudownej gwiazdy, lecz nie stanął wraz z braćmi przed obliczem Dzieciątka. Był nim Artaban, Mag z miasta Ekbatany, który wraz ze swymi braćmi miał spotkać się w umówionym miejscu i wyruszyć do Jeruzalem. W tym celu sprzedał swój dom i włości, a za otrzymane pieniądze kupił trzy prześliczne klejnoty: szafir, rubin i perłę, które postanowił zanieść w darze Dzieciątku. Artaban udał się w ciężką i żmudną podróż. Po dziesięciu dniach znalazł się na pustyni, gdzie spotkał biedaka otulonego w łachmany, wynędzniałego i chorego na febrę. Artaban zajął się chorym. Kiedy biedak doszedł już na tyle do siebie, że mógł sam sobie poradzić, Artaban zostawił mu swoją żywność i lekarstwa i udał się w dalszą drogę. W umówionym miejscu nie zastał już braci, tylko wskazówkę, że ma udać się do Betlejem. Za szafir kupił żywność i karawanę i ruszył w dalszą drogę. W Betlejem dowiedział się od młodej kobiety z małym dzieckiem, że jego bracia kilka dni temu już odjechali, a zaraz po nich odjechał Józef z Maryją i Dzieciątkiem. Zdrożony Artaban postanowił nieco odpocząć i udać się do Egiptu, aby tam odszukać swego Króla. W tym czasie przybyli do Betlejem żołnierze Heroda, aby wymordować wszystkie dzieci. Artaban w zamian za pozostawienie domu w którym przebywał w spokoju, oddał oficerowi wspaniały rubin.

Upłynęły trzydzieści trzy lata, od czasu kiedy Artaban wyruszył na poszukiwanie swego upragnionego Króla. W swej wędrówce po Egipcie nie znalazł Go, ale wszędzie znajdował ludzi, dla których jego obecność była jedyną osłodą w ich cierpieniu. Zesłabł już i zestarzał się w swej ustawicznej pielgrzymce, lecz mimo to nie ustawał w poszukiwaniach. Pewnego dnia przybył do Jeruzalem, w czasie kiedy Żydzi obchodzili święto Paschy. Od jednego z nich dowiedział się o egzekucji Jezusa z Nazaretu, który mówił o sobie, że jest Synem Bożym i Królem żydowskim, czego starszyzna znieść nie mogła. Artaban nie był pewny czy to jego Król, postanowił Go zobaczyć i spróbować wykupić z rąk katów, ostatnim klejnotem który mu pozostał. Po drodze spotkał dziewczynę, która błagała go o ratunek, ponieważ za długi swojego ojca miała być sprzedana jako niewolnica. Artaban oddał dziewczynie swój ostatni skarb, przepiękną perłę, aby ją uratować. W tym czasie ciemność zaległa cały kraj. Wszczął się popłoch i zamęt. Tylko Artaban wraz z dziewczyną nie uciekał, wiedział już, że jego życie jakby się skończyło. Sam zerwał ostatnią nitkę nadziei, Króla nie znalazł, celu nie osiągnął, był pokonany. Mimo to czuł spokój, w głębi duszy miał głębokie przekonanie, że szedł właściwą drogą. Zapewne jego czyny były niedoskonałe, lecz wypływały z najświętszych i najczystszych pobudek jego duszy. Wtem ziemia zatrzęsła się, odłamek muru uderzył Artabana w głowę. Dziewczyna położyła rannego na ziemi - i usłyszała jego dziwne słowa:

- Panie, nie tak.... Czym ja Cię kiedyś głodnego nakarmił, spragnionego napoił? Czy otworzyłem wrota swego domu przed Tobą, strudzonym wędrowcem? Czy Ciebie nagiego przyodziałem, chorego nawiedziłem? Trzydzieści trzy lata Cię szukałem, lecz oblicza Twojego nie widziałem i nigdy Ci w niczym nie usłużyłem...

Artaban umilkł, a dziewczyna usłyszała inny głos:

- Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci, cokolwiek uczyniłeś jednemu z najmniejszych tych braci, Mnie uczyniłeś.

Na te słowa twarz Artabana rozjaśniła się. Jego wędrówka skończyła się, dary zostały przyjęte. Czwarty Mędrzec Wschodu znalazł swego Króla.


Powrót do treści | Wróć do menu głównego